INTERIA.PL - Portal internetowy

Ściąga

    INTERIA.PL   > Nauka i zabawa   Matura 2015     ściąga     matura     studia  
  
Szukaj

Bryk to Cię wciąga Twoja ściąga   pisz do nas
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
Ankieta
Ściąganie...
Jest nieuczciwe, ale czasem tak robię
To najlepszy sposób na uczenie się
A kto nigdy nie ściągał?
Wymaga sprytu i odwagi
Nie wiem, nie ściągam
głosuj >>
 ENCYKLOPEDIA
 KATALOG
   - polski
   - zagraniczny
 MELOMAN
Kolumbowie

Otworzyłam oczy, ciemno. Na pewno nie miałam opuszczonych powiek. Powietrze było ciężkie. Pomimo ciszy, mogłam wyczuć dźwięki, które przerażały: "chrzęst kości i stali", trzask skorup, dudnienie jakby końskich kopyt. Wśród nich był wciąż narastający niepokój wywoływany zapachem jakby... śmierci. Nie wiedziałam, gdzie jestem, ale jedna nazwa cisnęła mi się do głowy: "mroczny czas". Z nadzieją, że to tylko sen, wytężyłam wzrok. Powoli i coraz wyraźniej zaczęły wyłaniać się z mroku kontury brzydkiego, spaczonego, makabrycznego świata. Niebo było osłonięte czerwonymi chmurami. Na "płonących łąkach krwi" wyrwane z ziemi "drzew upiory" żywiły się "rzekami ognia". Spojrzałam w dół. Ogarnęło mnie przerażenie. Stałam wśród stosów trupów. Jedyne co wydawało się żywe to huczący głos: "nie ma ziemi i grobu, jakby dwa obrazy nałożone na siebie przenikły się razem." Chciałam uciec. Zaczęłam biec. Patrząc na to wszystko , krew "nadymała" mi oczy jak bąble.


Główka małej dziewczynki nie mogła zniknąć z mej pamięci. Kierowana tym samym głosem w końcu przeszłam przez most, a za nim ujrzałam srebrno-złote, sięgające do nieba wrota mieniącego się miasta. Oburącz chwyciłam wielką kołatkę ze skrzydłami heruba. Zasuwy otworzyły się same.
Oczom moim ujawnił się piękny świat.
Tu niebo było niebieskie. Otaczała mnie "chmur kołyska" w "muzyce białych iskier"."Śpiew jezior" tańczący po zielonej krainie, wśród lasów, gdzie skakały białe łanie, płynęły czyste wody, ze świeżym wiatrem tworzył arię szczęśliwości. Poczułam głęboki spokój. Ogarnięta jednak chęcią zrozumienia poprzedniego świata, znów przymknęłam powieki, a po ich otwarciu zobaczyłam przed sobą książkę Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Wizja ta spowodowana była jego poezją. Objawiona mi "apokalipsa" spełniła się za czasów tego człowieka. Ale czy rzeczywiście świat był taki makabryczny? Jak udało się ludziom w nim przeżyć? Co czuli? Czy szukali wyjścia? Co w ogóle zobaczyłam za wielkimi wrotami? Odpowiedź miałam tuż przed sobą.
Życie w okresie młodości Baczyńskiego przypominało "dorastanie do trumny" "na dnie śmierci". Na porządku dziennym były makabryczne sceny, których nie można zapomnieć. Poeta opisuje: "po nocy śni się brat, który zginął, któremu oczy żywcem wykłuto". Śmierć była częścią życia, wplecioną w jego obieg: "krew tak nabiera w żyłach milczenia, ciągną korzenie krew, z liści pada rosa czerwona". Żyjący "czuwając w dzień, słuchając w noc", wyczekiwał aż przyjdzie. Mogła roztrzaskać mu nogę, rękę, przebić ciało na wylot lub złamać kręgosłup. Jednak, nie wiadomo co bardziej bolesne, była również w stanie dosięgnąć jego najbliższych. Strach nie tylko przed śmiercią, ale przed towarzyszącym jej, wszechobecnym cierpieniem, był końcówką "bolesnego dłuta". Wyłuskał ludzkie uczucia, rzeźbiąc "złych troglodytów". Kształtował sposób myślenia i życia.
Ówcześni ludzie gotowi byli zrobić wiele, byleby ominąć ból, krzywdę i cierpienie. Nie tylko oni. Przyznajmy: ilu z nas pragnie, skoro już trzeba, umrzeć w śnie i spokoju. Cień szansy na "godną" śmierć dawało tamtym ludziom siedzenie cicho, dostosowanie się do systemu, a co za tym idzie, wyrzeknięcie się wszelkich uczuć i wartości. Nie chcieli kochać tych, po których musieliby płakać, ani uznawać ideałów nie znajdujących już nawet cienia w rzeczywistości. W rezultacie oznajmiali: "nikt nam już nie bliski, nikt nam nie święty". Otwarcie uznawali zatwardziałość swych serc. Mieli usprawiedliwienie. "Nas nauczono"- tłumaczy Baczyński. Wystarczyło się poddać takiej "przeróbce". Pod presją czarnej rzeczywistości wydawało się to być jedynym warunkiem przetrwania. Ale czy wystarczającym? Przy takiej postawie zagrożenie w pewnym sensie ulegało redukcji, ale czy znikło. W realiach II wojny światowej niepokój wisiał w powietrzu. Człowiek, teraz już sam, bez przyjaciela, którego się przecież wyrzekł, osaczony, "obskoczony przez zdarzeń zamęt", "bez głosu", "bez mocy" bezsilny mógł przewidywać jedno: zaciskający się krąg okupacji w końcu "przetnie światło" i to już wkrótce- "zanim dzień minie". W obliczu tej apokaliptycznej wizji, nie liczył na lepsze czasy. Sprawą ważniejszą było pozbycie się zduszonego, pulsującego gniewu, a drugorzędną była metoda, byleby choć sprawiała wrażenie że skuteczności. Dlatego Baczyński powiedział o swoim pokoleniu: "staniemy na wozach, czołgach, na samolotach, na rumowisku..."
Był pewien, że tak zdruzgotani ludzie nie mieli innej drogi. Mimo to nie był przekonany, czy jest ona słuszna, ba, czy w ogóle ma jakiś sens. Mówił: "idą, idą pochody, dokąd idą"- "piach ich pokrywa". W rezultacie nic nie zyskali. Nawet trudno było stwierdzić, czy znaczyć coś będą dla potomnych. Przecież wtedy łatwo było być "bohaterem", trudniej człowiekiem. Natomiast większość z nich już nie wykazywała się cechami ludzkimi. Nie bez powodu Baczyński dumał: "czy my karty iliady" i wątpił: "czy postawią nam, z litości chociaż nad grobem krzyż" Pojawia się tu problem moralnej odpowiedzialności. Baczyński mówiąc w swych wierszach: "głowę wrzucę pod wiatr , jak granat", wiedział, jak Wallenrod, że jest jego powinnością kochać "wielkie sprawy głupią miłością" i oddać życie za ojczyznę. Wiązało się to także z zabijaniem za tą "Ojczyznę". Dlatego wspomniana "miłość" jest "głupia"- nie bierze pod uwagę krzywd, jakie wyrządza. Człowiek nią zaślepiony "idzie(...) idzie, w żadnym zwycięstwie nie znajdując winy". Ludzie, zabijając innych, nie myśleli o moralności, odpowiedzialności przed Bogiem. Baczyński zauważył, że ich "nie anioł, nie anioł prowadzi", lecz "ląd krążący po niebie". Siłę, swego rodzaju moc, czerpali z negatywnych uczuć, zniżając swe osoby "u ciemnych wód". Czyny w tamtych czasach były "jak ludzkie ręce złych demonów"- pisze poeta, tak, jakby uświadamiał sobie spełnianie się proroctwa z Apokalipsy Św. Jana* o zrzuceniu Szatana i demonów w obręb Ziemi. Tak czy inaczej sugestie poety są zgodne ze słowami z pierwszego listu Jana**: ""cały świat podlega mocy niegodziwca". Czy jednak usprawiedliwia to człowieka- "ciało, które za zbrodnią idzie po ziemi"? Czy to "ciało" nie ma woli? Gdyby tak było, Baczyński nie prosiłby matki, kochanki o przebaczenie. Nie miałby za co przepraszać. Nie pisałby też z wyrzutem o swym pokoleniu: "Ślepe dzieci epoki, biegliśmy" Wiedział, za czym biegł. Uświadomił sobie zło. Powiedział: "Jakże mnie, com zrozumiał zemstę mieć na próżno".


LOGA SMS

czy wiesz ?...
Jak zacząć wypracowanie?
Skróter
 •Tematy maturalne
 •Czekamy na Wasze wypracownia
 •Francuskie pytania
 •Gajusz Juliusz Cezar
 •Znaczenie powstania listopadowego
 •Dobre rady
 •Najlepsze sposoby!
 •Sienkiewicz i Żeromski
 •Nowotwory
 •Kryzys w Europie XIV wieku